Na szlaki - piękna jesień w Beskidach
Październik jest miesiącem, w którym nasz Beskid Mały prezentuje się najlepiej, a zarazem to ostatni dzwonek dla amatorów pieszych wędrówek. Korzystając z iście letniej pogody, warto wybrać się na szlaki. Gdzie? – Dziś proponujemy Wam przejście głównym szlakiem, czyli tym oznaczonym kolorem czerwonym... (czytaj więcej)
To część tzw. Małego Szlaku Beskidzkiego, który rozpoczyna się w bielskiej Straconce, a kończy na Luboniu Wielkim w Beskidzie Wyspowym i jest czwartym pod względem długości szlakiem polskich Karpat (137 km).
8.00 Górską przygodę zaczynamy w Kozach – przynajmniej my tak zrobiliśmy. Żółtym szlakiem zmierzamy na Hrobaczą Łąkę (vel Chrobaczą – obie formy są
dopuszczalne, sic!). Ci, którzy chcą popatrzyć na robiący ogromne wrażenie kamieniołom, muszą zejść ze szlaku. Ale ostrzegamy, jeśli chcecie dotrzeć do końca wyznaczonej przez nas trasy, lepiej tego nie robić – podróż, którą Wam oferujemy, zajmie cały dzień. Warto więc do plecaka wpakować prowiant, batony, spore zapasy płynów i aparat dla uwiecznienia pięknych widoków.
9.00–9.30 Idziemy dalej. Jeśli jesteśmy zmęczeni, to możemy zrobić sobie krótki postój na Przełęczy u Panienki. To pierwszy węzeł szlaków i naprawdę magiczne miejsce. Dwie minuty stąd znajdziemy znak prowadzący do źródełka Maryjnego. Schodząc do niego, bądźcie ostrożni, kamienie bywają tu bardzo śliskie. Na Hrobaczą Łąkę zostało niecałe pół godziny drogi, wchodząc na szczyt od tej strony, zobaczymy krzyż, charakterystyczny punkt tego wzniesienia. Oświetlony nocą jest dobrze widoczny z Andrychowa i Roczyn. Na szczycie można skorzystać ze schroniska, ewentualnie zjeść śniadanie na polanie, z której rozpościera się widok na kaskady Soły i wschodnią część Beskidu.
10.00 Posileni, możemy ruszać dalej. Mijamy szczyt Bujakowskiego Gronia (gdybyśmy chcieli zobaczyć ruiny zamku Wołek, to schodzimy w stronę Kobiernic – pamiętajmy jednak, że czas biegnie szybko, a dzień w październiku robi się coraz krótszy), cały czas trzymając się czerwonego szlaku. Schodzimy do rezerwatu Buczyny na Zasolnicy. Wkrótce też zobaczymy zaporę w Porąbce.
11.15 Z zapory będziemy podążać w kierunku bardzo dobrze znanej góry Żar. Podejście jest strome i nie należy do zbyt bezpiecznych. Głównie ze względu na powstałe tu osuwisko, które wciąż jest czynne. Kiedy wybieramy się w góry, pamiętajmy o wygodnym i dobrze trzymającym się podłoża obuwiu!
12.30–13.10 Żar zapewniłby nam rozrywkę do końca dnia. Zjazdy na torze saneczkowym, piękne widoki, kolej linowo-terenowa, paraglajty, poniżej lotnisko – to tylko niektóre atrakcje, jakie czekają tu na turystów. To także dobre miejsce na kolejną przerwę. Ci, którzy jednak wolą spokój, mogą wybrać się na pobliską Kiczerę, która oferuje równie piękne jesienne panoramy gór.
Po 14.00 powinniśmy być w karczmie na Przełęczy Kocierskiej. Jeśli nie zjedliście nic na Żarze, zróbcie to tutaj. Po drodze mijamy Rezerwat Szeroka, a wcześniej na Cisowych Grapach ruiny szałasu pasterskiego – ten zabytek etnograficzny, pozostałość po osadnictwie wołoskim, to fenomen w całych Karpatach.
Ośrodek na Kocierzu dostarcza także wielu wrażeń. Widać to w weekendy, naprawdę sporo przybywa tu sporo turystów. Stąd ruszamy na Potrójną i tutaj także na chwilę warto się zatrzymać. Głównie ze względu na widoki od Beskidu Śląskiego, aż po Babią Górę i to, co znajduje się za nią czyli Tatry Zachodnie. Gdybyśmy mieli wybierać beskidzką miss jesieni, Potrójna zdobyłaby w tym plebiscycie pierwsze miejsce.
Fot. poniżej: panorama Potrójnej
15.30–17.00 Dalej obieramy kierunek na Łamaną Skałę – do niedawna uznawaną za najwyższy szczyt Beskidu Małego (wg najnowszych pomiarów wyższy o 4 metry okazał się Czupel). Wcześniej warto zejść z czerwonego szlaku i zobaczyć Zbójeckie Okno znajdujące się przy drodze do Chatki Studenckiej Pod Potrójną. Zbójeckie Okno to ciekawy obiekt skalny (piaskowiec), o dosyć oryginalnych kształtach.
Wkrótce też docieramy na Anulę Pod Łamaną Skałą. Stąd mamy tylko 1,5 godziny na Leskowiec. I teraz pytanie: wracamy do Andrychowa, czy nocujemy w schronisku i następnego dnia idziemy dalej?
Schodząc z Leskowca nie polecamy zielonego szlaku, który prowadzi przez Gancarz, Wapienicę, Czuby i Pańską Górę. Momentami jest tu bardzo stromo, a sama podróż tą trasą trwa 3 godziny. Lepiej wybrać opcję zejścia do Rzyk Jagódek – zresztą, co będziemy więcej radzić?! Ten odcinek jest naszym czytelnikom zapewne bardzo dobrze znany.
Fot. poniżej: panorama z Leskowca


luk/fot. (z aparatu za 300 PLN) luk


























